niedziela, 3 marca 2013

10. Jeden krok do przodu przybliży cię do przyszłości lecz jeden krok w tył nie cofnie tego co już było!


Pojawiając się z Zaynem na szczycie schodów spojrzałam na drzwi wejściowe przy, których stał Klaus z moja matką.
- Witaj Klaus. – powiedziałam
Oboje umilkli i wzrok przenieśli na mnie. Klaus uśmiechnął się pod nosem z  nieznanego mi powodu.
- Dobrze, że zeszłaś-zaczęła moja rodzicielka- Zajmij się naszymi gośćmi, a ja dokończę kolację.
Kobieta wyszła, a ja zeszłam na dół i chciałam zapoznać ze sobą Zayna i Klausa. Gdy otwierałam już usta by coś powiedzieć, odezwał się Klaus.
- Pięknie wyglądasz. – powiedział – Musiałaś dostać tą sukienkę od kogoś wyjątkowego.
Spojrzałam na niego. Stał przede mną wysoki facet z jeszcze szerszym uśmiechem. I dopiero teraz uświadomiłam sobie, że tą sukienkę dostałam właśnie od Klausa we własnej osobie.  Zaśmiałam się sama z siebie.
- Tak, był wyjątkowy kilka miesięcy temu. Niestety dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to zwykły dupek. – powiedziałam, a uśmiech z jego twarzy znikł.
Zaprowadziłam ich do salonu, gdzie mieli okazję się poznać. Patrzyli na siebie z dystansem jakby jeden był bardziej winny od drugiego. Facetów nigdy się nie zrozumie…
Atmosfera między nimi powoli się rozluźniała. Zaczynałam widzieć dobre strony tego spotkania, ale nie na długo. Pół godziny później przyszła do nas moja mama oznajmiając, że musi natychmiast wyjść do pracy, ponieważ było włamanie. Męska część nie miała nic przeciwko, ale ja miałam ochotę ją zabić za to, że zostawia mnie z nimi samą. Musiałam to spotkanie dokończyć do końca, ale nie miałam pojęcia czy mi się to uda. Niedługo po tym zasiedliśmy do kolacji. Klaus usiadła naprzeciwko mnie, a Zayn obok.
- Ta kolacja jest bez sensu – wypiłam przy jedzeniu deseru – Powiedz czego ode mnie chcesz. Załatwmy to jak najszybciej. Naprawdę znudziło mi się oglądanie ciebie.
- Nie tak szybko. Znam cię. Masz więcej obelg w zanadrzu, to widać. – powiedział
- Robią ci się zakola. – próbowałam zmienić temat
- Wcale nie. Umówimy się jutro na lunch?
- Nie
- Nic się nie zmieniłaś. – podsumował
- Owszem, zmieniłam. Teraz jestem bardziej podła.
Patrzyłam mu w oczy z nienawiścią. Coraz bardziej działał mi na nerwy. Myślał,  że zapomnę o jego wybrykach. Miał nadzieję, że przywitam go z otwartymi ramionami i na dodatek bez interesownie mu pomogę.
- Czym się zajmujesz? – zapytał Zayn chcąc zmniejszyć napięcie między nami.
- Podróżuję po całym świecie. Niedługo ruszam w kolejną wyprawę. – odpowiedział patrząc na niego 
- Wiesz już, dokąd pojedziesz? – zapytał ciekawski mulat
- Nie. Może do Londynu. Spotkam się z przyjaciółmi. – odparł i się uśmiechnął
- Ludzie tacy jak ty nie mają przyjaciół. – wtrąciłam się do ich rozmowy
- Wiem, że mnie nienawidzisz. Ale wiesz co? Temu nie można zaprzeczyć. Straszne z nas skubańce – wskazał na siebie i mnie. - I dlatego musimy trzymać się razem. – powiedział puszczając mi oczko
- Czyżbym wkroczyła do alternatywnego wszechświata, w którym Klaus umie trzymać takt?
- Koniec końców, Maggie. W ten czy inny sposób.
Spojrzałam na niego wymownie. Odkąd sięgam pamięcią ten facet mnie intrygował.  Zawsze było w nic cos tajemniczego. Coś co mnie do niego przyciągało. Ale teraz nie liczy się to, że kiedyś byłam w nim na zabój zakochana.
- Wracając do tematu – ponowił Klaus – Chcecie usłyszeć złe wieści, czy te jeszcze gorsze?
- Nie chcę żadnych, Klaus – powiedziałam
- Ujmę to inaczej. Chcesz usłyszeć o tym, że w Doncaster szaleje zboczeniec czy o tym, jak właśnie dowiedziałem się kto zabił twoją uroczą przyjaciółkę?
- Co? – zapytałam zszokowana
- Przy okazji, bardzo smaczny obiad.
- Kto ją zabił?
- Nie mogę ci powiedzieć, ale mogę dać ci parę wskazówek.
Spojrzałam na niego wyczekująco. Chciałam wiedzieć kto zabił Alison. Od długiego czasu próbujemy rozwiązać tą zagadkę i na nic się ona nie zdaje. Westchnął ciężko gdy zobaczył sposób jaki na niego patrzę.
- Pamiętasz Damiana? – zapytał
- Tak, to brat Alison.
- Okazuję się, że nie tylko. To również brat Aleksy. Mają wspólnego ojca. Kiedy Damian był w liceum bawił się z kilkoma kolegami w podglądaczy. Nagrywał dziewczyny, często gdy się przebierały, ale nigdy nie publikował filmików. Wiedział, że wtedy może zostać wyrzucony ze szkoły. Alison miała wiele wrogów, nie tylko w Doncaster. Była w kilku miejscach, nie raz sama czasem z osobą towarzyszącą. Była egoistką, albo ją kochali albo życzyli śmierci. Ciebie i te twoje przyjaciółeczka oplotła wokół palca… Dałyście sobą manipulować, nawet o tym nie wiedząc. Jestem ciekawy jak zareagujesz na fakt, że prowadziła drugie życie. Powiedz szczerze… poszła kiedyś z wami na jakąś imprezę? Nie. Lubiła… uwielbiała studentów. Sypiała z niejednym. Nie łudź się na to, że znajdziesz ją żywą. Podobno policja znalazła jakieś zwłoki. Nie wiadomo czy to ona, nie mają wystarczająco dowodów. Ale wiem, że sekcja tamtej dziewczyny wykazała że została zamordowana. Zabita kijem, a potem wrzucona do dołu i zakopana. Tępe narzędzie, którym została uderzona nie zabiło jej. Straciła przytomność, owszem była ledwo żywa, ale oznaki życia dało się wykryć. Tak naprawdę zakopana żywcem, zbyt bardzo zmęczona by się stamtąd wydostać… To chciałaś wiedzieć?- zapytał

Zamurowało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Przez ułamek sekundy znów przeanalizowałam rzeczy o których mówił. W głębi duszy wiedziałam, ze ma rację. Jego wypowiedź miała sens… aż za duży. Co jeżeli „A” to zabójca Alison. Czy poluje na nas? Czy nas też zabiję? Dlaczego Damian nagrywał te filmiki? Ale jedyną rzeczą, którą nie chciałam by okazała się prawdą by świadomość, że Alison może już nie żyć.
- Wiesz więcej niż musisz, prawda? – zapytałam na skraju płaczu
- Wiem zbyt wiele, Maggie
- Za kilka dni jadę wyjeżdżam z Doncaster… Zabiorę cię do Aleksy. – powiedziałam i się rozpłakałam.

Klaus  wiedział, ze nie może powiedzieć mi zbyt wiele. Nie teraz. On niedługo po naszej rozmowie wyszedł do siebie i obiecał, że dostarczy mi dowodów na to, że ma rację. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Resztę wieczoru przepłakałam. Zayn starał się cały czas przy mnie być. Obiecał nawet, że będzie przy mnie czuwał w nocy. Gdy udało mi się wreszcie zasnąć budziłam się z krzykiem. W snach wracały wszystkie wspomnienia z Ali. Musiałam przeżywać to jeszcze raz. Miałam świadomość, że gdy wyjdę na ulicę czy gdziekolwiek indziej  będę obserwowaną przez „A”. Skoro wie o mnie tak dużo, to czy wie kto zabił Alison? A może to ta sama osoba? Miałam mętlik w głowie, po raz pierwszy od dawna nie potrafiłam złączyć logicznie kilku faktów.  Ale jedno było dla mnie oczywiste... nie mogę ryzykować życia Juli i Aleksy, sama muszę znaleźć mordercę i odpłacić się pięknym za nadobne.
*******************************************************


Nareszcie dodane kolejne dwa rozdziały. Bardzo przepraszamy za tak długi dystans czasowy pomiędzy  rozdziałami. Obiecujemy poprawę. Mam nadzieję, że się podobają nawet jeśli nie to proszę komentować. Jeśli nie podoba Wam się coś w Naszym blogu proszę mówcie. Spróbujemy zmienić się na lepsze. ; ))) Pozdrawiamy autorki.

9. Miłość bez wzajemności zawsze jest najsilniejsza ♥


Zaraz po wyjściu z domu Alison pojechałam z Zaynem na obrzeża Doncaster. Udaliśmy się do pierwszej lepszej kawiarni. Wybraliśmy stolik w cichym kącie obok dużych okien. Mulat usiadł naprzeciwko mnie i przyglądał mi się kiedy zamawiałam kawę.
- Dlaczego się tak na mnie patrzysz? – zapytałam
- Tak… po prostu. – odpowiedział
- Dziwny jesteś. – skwitowałam
- Ty też. – powiedział i uśmiechnął się do mnie – Gdzie będziemy nocować?
- Ja w swoim pokoju, a ty w piwnicy. – powiedziałam poważnie
Chłopak zaśmiał się jakby myślał, że żartuje i oczekiwał aż ja się zacznę śmiać, ale to nie nastąpiło
- Żartujesz, prawda?
- Hehehe – zaczęłam się śmiać, a on zaraz ze mnę –Nie.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Zayn, spokojnie… - powiedziałam kładąc dla żartów swoją rękę na jego – Mam duże łóżko.
Spojrzeliśmy sobie w oczy, a ktoś zapukał w szybę. Oboje odwróciliśmy głowę by spojrzeć kto to. Chłopak, którego znałam tak dobrze kazał mi tylko wyjść z kawiarni i iść za nim. Spojrzałam jak się oddala i wstałam ze swojego miejsca by zrobić to co mi kazał.
- Ej dokąd idziesz? – zatrzymał mnie Zayn
- Zaraz wrócę. Poczekaj tu na mnie i pod żadnym pozorem nie idź na mną. – odpowiedziałam
Wyminęłam kelnera, który niósł właśnie nasze zamówienia i poszłam w stronę starego lasu naprzeciwko kawiarni. Minęłam tabliczkę z napisem „Zakaz wstępu” i weszłam 100 metrów w głąb lasu gdzie czekał już na mnie oparty o jedno z wielkich drzew.
- Więc teraz będziemy spotkać się w lesie? – zapytałam na wstępie bez żadnego powitania
- Trudno cię znaleźć, Maggie… Nie rozmawialiśmy ze sobą od 2 miesięcy.
- Cóż od dwóch miesięcy cię unikam.
Zaśmiał się.
- Czego znów ode mnie chcesz? – zapytałam
- Nie od ciebie. Szukam Aleksy. Pomożesz mi.
- Aleksy? I w czym ja mogę ci pomóc?
- Znaleźć ją, kochana. Wiesz gdzie jest.
- Nie rozmawiałam z nią… Boże, aż za długo.
- Ty pomożesz mi ja znaleźć, a ja pomogę ci znaleźć zabójcę Alison. – spojrzałam na niego wściekła – Nie patrz na mnie tym sądnym spojrzeniem. Jeszcze mi podziękujesz za to co ci powiem.
- A ty mi podziękujesz? – zapytałam – Czego od niej chcesz?
- Ma coś czego bardzo potrzebuję.
- Nie powiem ci gdzie jest, ale możesz mi powiedzieć czego szukasz a ja pomogę ci to znaleźć.
- Sprytna… cóż jeśli nie chce powiedzieć, poczekam aż załatwisz wszystkie sprawy w Doncaster i odwiedzę cię w Londynie.
- Skąd wiesz, że mieszkam teraz w Londynie?
- Twoja matka jest bardzo towarzyska
- Miałeś się nie zbliżać do mojej rodziny! – krzyknęłam i podeszłam do niego niebezpiecznie zbliżając odległość między nami.
Nasze twarzy dzieliły centymetry, a ja patrzyłam na niego wściekła. W pewnym momencie złapał mnie za ramiona i przyparł do drzewa.
- Posłuchaj słoneczko… - zaczął groźnie
- Klaus, wypuść mnie proszę. – powiedziałam przerażona jego tonem
- Powiedź tylko gdzie jest Aleksa.
- Nie wiem.
- Kłamiesz. Twoje serce bije szybciej.
Oczekiwał, że mu powiem. Czekał na reakcję z mojej strony, ale spojrzałam w bok nie chcąc mieć z nim jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. Aż wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- Ty pierwszy… Ty powiedź mi kto zabił Alison.
- Nigdy nie powiem ci kto zabił Alison, ale mogę naprowadzić cię na trop
- Zrób to – zażądałam
- Mmmm…. – zaczął się zastanawiać – Dziś wieczorem twoja matką robi dla ciebie kolację, niespodziankę. Wyobraź sobie, że mnie na nią zaprosiła. Dziś wieczorem ty powiesz mi gdzie jest Aleksa, a ja przyniosę ci kilka starych rzeczy Alison. Leć do swojego kochasia bo ci ucieknie.
- Nie mów tak, jakby cię to obchodziło i nie wtrącaj się w moje życie. Miałeś swoje 5 minut.  – powiedział oschle.
Wychodząc z lasu spojrzałam na kawiarenkę w której siedział Zayn. Siedział przy stoliku ze spuszczoną głową i przyglądał się swojej kawie. Szybkim krokiem pokonałam ulicę i weszłam do pomieszczenia by po chwili usiąść naprzeciwko mulata.
- Przepraszam, że nie było mnie tak długo. – powiedziałam na wstępie
- Kto to był? – zapytał podnosząc na mnie wzrok
- Nikt godny twojej uwagi. – powiedziałam wymijająco biorąc duży łyk letniej już kawy
- Jak ma na imię? – nie dawał za wygraną
- Klaus. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- Skąd go znasz?
- Poznałam go gdy byłam w Polsce. Możesz już przestać?
- Kim dla ciebie jest?
- Cholera… Zayn czy ja wpierdalam się w twoje życie prywatne?
Spojrzał mi głęboko w oczy, jakby chciał coś z nich wyczytać. Po minucie dał jednak za wygraną i spuścił wzrok mrucząc pod nosem ciche przeprosiny. Dopiłam resztę swojej kawy i powiedziałam:
- Możemy jechać już do mnie? Jestem zmęczona - powiedziałam
Chłopak przytaknął po czym wstaliśmy zostawiając pieniądze na stoliku za nasze zamówienie. Droga do mojego domu z obrzeży Doncaster zajęła nam 20 minut przez liczne korki. Dojeżdżając wyciągnęłam z torebki dawno zapomniany pęk kluczy. Dochodziła godzina 17, moja mama nadal była w pracy. Nie miałam ochoty rozmawiania z nią i odpowiadania na jej pytania. Weszliśmy do domu i poszliśmy od razu na górę. Zajrzałam do pokoju gościnnego gdzie miał spać Zayn, ale panował tam kompletny nieład. Nie miałam siły sprzątania tego teraz, ale Zayn musiał gdzieś zostawić swoje rzeczy.
- Chodź do mojego pokoju. – powiedziałam niosąc swoją torbę podróżną.
- Więc jednak będę spał z tobą? – zapytał
- Oczywiście. – powiedziałam w żartach – Rozgość się. – rzuciłam do niego – Jeżeli chcesz idź się odświeżyć, a ja przygotuję ci pokój gościnny…
- Mieliśmy spać razem. – przerwał mi
- Hahahaha – powiedziałam sarkastycznie
Uśmiechnął się tylko do mnie.
- Tam jest łazienka. – wskazałam mu – A ja zajmę się twoim pokojem. – wyjaśniłam i skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych 
- Dziękuję- krzyknął za mną w odpowiedzi zanim zdążyłam zamknąć drzwi
Pokój w, którym miał nocować znajdował się dokładnie naprzeciw mojego. Gdy byłam młodsza przyjeżdżał do mnie kuzyn, który bardzo często przychodził do mnie. I jeszcze te cienkie ściany przez które było wszystko słychać w tamtym pokoju… Godzinę później posprzątałam pokój i zaścieliłam łóżko. Udałam się z powrotem do mojego pokoju.
- Zayn, twój pokój…- zaczęłam wchodząc, ale umilkłam gdy zobaczyłam śpiącego mulata na moim łóżku z mokrymi jeszcze włosami.
Podeszłam cicho do szafy i przesunęłam drzwi by wziąć z niego ciepły koc i przykryć chłopaka. Chodź było lato, na dworze zrobiło się wyjątkowo zimno. Przykryłam go i sama udałam się pod prysznic zabierając ze sobą potrzebne rzeczy.
Mama wróciła z pracy o 19. Przywitałam się z nią i pomogłam jej z zakupami i ich rozpakowaniem. Zayn nadal spał i nie miałam serca go budzić. Zostawiłam mu tylko kartkę z wiadomością gdzie jestem. Ku mojemu zaskoczeniu opowiedziała mi o dzisiejszej kolacji, którą przygotuje. Poinformowała mnie również, że będzie na niej Klaus. Przytakiwałam i udawałam ucieszona faktem, że w końcu go zobaczę chodź miałam ochotę go zabić. Oczywiście wypytywała mnie o nowinki w moim życiu. Koniecznie chciała poznać chłopaka z którym przyjechała. Chociaż wciąż powtarzałam jej, że to tylko mój kolega ona wiedziała swoje. Nie miałam siły się z nią kłócić więc odpuściłam. Około 20 poszłam do swojego pokoju przebrać się na kolację. Chcąc czy nie musiałam obudzić chłopaka. Na pewno jest głodny, a ja nie będę go głodziła.
- Zayn, wstawaj. – powiedziałam
- Jeszcze 5 minut, kochanie – wymamrotał
- Zayn. – powiedziałam głośniej
Obrócił się tak, że leżał na plecach a usta złożył w dzióbek.
- No chyba kpisz… - powiedziałam gdy zorientowałam się czego oczekuje - Wstawaj, ale już. – rzekłam ściągając z niego koc.
Po długich przekonywaniach wstał. Wytłumaczyłam mu co się szykuję. Przebrałam się w niebieską sukienkę. Nie lubię chodzić po domu w butach, więc postanowiłam chodzić boso. Przeglądałam się sobie w lustrze, aż nie odezwał się dzwonek do drzwi. Skierowałam się w stronę drzwi kiedy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Złapałam komórkę i od razu ją przeczytałam. Tak dawno nie dostałam wiadomości od swojego prześladowcy, że zapomniałam o jego istnieniu.
Tęskniłaś? Nie będę pytać co nowego, bo obserwuję cię przez cały czas. Skończ to śledztwo, albo ty skończyć jak Alison.
-A


niedziela, 27 stycznia 2013

"Kocha się za nic, nie istnieje żaden powód do miłości."


OCZAMI JULKI
Całą noc przegadałam z Liamem. Nawet nie zauważyliśmy tego, że z godziny 21 zrobiła się 4 w nocy. Kiedy jestem z Liamem nie odczuwam płynące wokół mnie czasu. Dziwne… Spojrzałam na zegarek, który stał na szafce nocnej obok łóżka. Zegarek elektroniczny wskazywał 16:34
- Jeszcze się zegarek popsuł, świetnie… - powiedziałam zaspana.
Wzięłam do ręki swój telefon i spojrzałam na wyświetlacz by sprawdzić godzinę, on również wskazywał 16:34. Podniosłam się do pozycji siedzącej, rozejrzałam się dookoła ale w pokoju byłam sama. Na poduszce obok mnie leżała biała kartka zwinięta na pół z moim imieniem. Wzięłam ja do ręki i przeczytałam jej zawartość na głos:
„W łazience przygotowałem dla ciebie strój. Załóż go i przyjdź do pokoju Lou.             
   – Liam©
Zgodnie z instrukcjami poszłam do łazienki i zobaczyłam tam wiszący pokrowiec, a obok niego pudełko z butami. W pokrowcu była śliczna sukienka. Założyłam ją i rozczesałam swoje kasztanowe włosy, zrobiłam delikatny makijaż. Założyłam jeszcze tylko buty i poszłam do pokoju Lou, jak było napisane na karteczce. Po chwili stałam już pod pokojem mojego brata. Zapukałam delikatnie. Cisza. Nacisnęłam delikatnie klamkę, drzwi były otwarte, weszłam do środka. Na stoliku w centrum pokoju znajdował się duży wazon róż a przy nich kolejna kartka, tym razem dużo większa.
„ Mam nadzieję, że nie jesteś słaba w orientacji terenu. Szukaj. A dojdziesz do celu. „
- W podchody zachciało im się grać… Świetnie. – powiedziałam na głos
Wzięłam kartkę i jedną z róż. Do liściku była dołączona mapa, którą pewnie narysował któryś z chłopaków. Szłam zaznaczoną drogą i jednocześnie zastanawiałam się gdzie tak naprawdę zaprowadzi mnie ta mapa. W pewnym momencie zgubiłam się i nie wiedziałam gdzie dalej iść. Na szczęście niedaleko szedł straszy mężczyzna, którego zapytałam o drogę. Uśmiechnął się gdy pokazałam mu mapę, powiedział mi dokładnie jak tam trafić.
- Udanego wieczoru życzę – powiedział gdy odchodziłam
- Dziękuję – odpowiedziałam
Czy nawet obcy mężczyzna wie gdzie zaprowadzi mnie ta mapa, a nie wiem tego ja? Ukatrupię chłopaków cokolwiek oni wymyślili.  10 minut później doszłam do wyznaczonego miejsca. Przede mną były porozrzucane płatki róż tworząc ścieżkę, która prowadziła po schodach w dół. Zeszłam ostrożnie po schodach. Stojąc na ostatnim stopniu wychyliłam się ostrożnie za murek, a to co zobaczyłam… oniemiałam. (…)
OCZAMI ALEKSY
Dzisiaj miał przyjechać mój ojciec. Dawno go nie widziałam i chciałam zrobić na nim bardzo dobre wrażenie. Zapowiedziałam Niallowi, że rezerwuje kuchnie na cały dzień i jak zgłodnieje to niech idzie do Nando's. Postanowiłam ugotować ulubioną potrawę taty. Kiedy skończyłam z gotowaniem, poszłam się wystroić. Chciałam wyglądać elegancko, ale przy tym czuć się też  wygodnie. Najbardziej kochałam chodzić w dżinsach, ale przy tej okazji wypadało ubrać się w coś wyjątkowego.
Wystroiłam się i pozostało mi tylko czekać. Usiadłam obok Nialla na kanapie w salonie.
-Dlaczego ty mi to robisz? – zapytał blondyn ze smutna minką.
- Kotku, no dobrze. Zostawię dla ciebie resztki. – poinformowałam go z poważną miną, lecz po chwili wybuchłam śmiechem. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko się podniosłam i poszłam otworzyć. W progu zobaczyłam ciemnookiego mężczyznę, który trzymał w ręku mojego ulubionego kwiatka.
-To dla ciebie.- podał jej kwiata
-Och, tato kalanchoe.. Nie trzeba było.- pocałowałam go w policzek i wpuściłam do mieszkania.
Zaprosiłam go do kuchni.
-Co to za ważna sprawa ?
-Ta ważna sprawa musiała zostać chwile jeszcze w hotelu i dopiero do nas dołączy- uśmiechnął się szeroko i kontynuował swoją wypowiedź- Aleks opowiadaj jak ci się tu żyje ? Widzę, że obcięłaś włosy.
-No tak.. Musiałam coś zmienić…
-A jak z pracą? Pracujesz gdzieś?
-Nie jeszcze nie.. Ale rozglądam się.- kręciłam się po kuchni podając jedzenie ojcu
-A może jakbyś wróciła do Doncaster, tam szukają nauczycielki baletu.. A przecież wiem że jakbyś poćwiczyła to byś nadrobiła ten rok. –Stanęłam jak wryta, rozejrzałam się i zobaczyłam jak Niall swobodnie wchodzi do kuchni.
-Dzień dobry panie Wesley, jestem Niall współlokator Aleksy… -uśmiechnął się do nas- mam nadzieję że nie przeszkadzam.. –usiadł na miejscu obok którego miałam siedzieć.
-Witaj młody człowieku - zwrócił się żartobliwie do chłopaka siedzącego naprzeciwko niego
-Niall nie musisz przypadkiem iść do swojego pokoju?- zapytałam blondyna by przypomnieć mu naszą umowę.
-Nie… zrobię sobie tylko herbatę i już idę. – powiedział uśmiechając się do niej
-Wracając do tematu Pagie… -zaczął ojciec
-Tato. – przerwałam mu - Proszę cię nie mów tak na mnie. Wiesz dobrze że tylko Ali tak się do mnie zwracała.
- A ja lubiłem kiedy tak robiła. – powiedział wspominając
- Napijesz się czegoś? – zapytałam by zmienić krępujący temat
- Soku. – powiedział
- Ja naleję. –rzucił Horan wyręczając dziewczynę
Usiadłam naprzeciwko ojca i zastanawiałam się jak rozpocząć  z nim rozmowę. Czas robił swoje. Po tak długim milczeniu, trudno jest mi z nim rozmawiać o błahych sprawach.
-Pyszny obiad. – pochwalił moją prace ojciec
- Dziękuję – podziękowałam szczerym uśmiechem
- Wracając do tematu baletu. W Doncaster jest grupka dzieci, która…- zaczął ale po raz kolejny tego dnia, przerwałam mu
- Nie wrócę do Doncaster. Nie po tym co się tam stało. Za żadne pieniądze…
Ojciec najwidoczniej chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwonek do drzwi.  Już podnosiłam się z krzesła by otworzyć drzwi, ale ubiegł mnie Nialler. Kolejny raz tego dnia. Usiadłam z powrotem na swoje miejsce i spojrzałam na ojca, który niemalże nie mógł doczekać się mojej reakcji gdy zobaczę kto przyszedł. To co zobaczyłam kilka sekund później przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
- Damian? – zapytałam zszokowana
- Córeczko kochanie… - zwrócił się do mnie – Poznaj swojego brata.

- Co?! – wrzasnęłam zszokowana – Wiedziałeś o wszystkim?! – zapytałam wściekła nowo przybyłego chłopaka
- Dowiedziałem się kilka godzin wcześniej.- poinformował spokojnie
- To jest jakiś żart. – mówiłam do siebie – To nie może być prawda…
-  Posłuchaj, wszystko wyjaśnię. – powiedział ojciec
- Nie chcę żadnych wyjaśnień.  – powiedziałam
Wyszłam z domu zostawiając ich samych. Muszę to przemyśleć. Dlaczego ojciec nie powiedział mi wcześniej, tylko ukrywał to w tajemnicy? W pewien sposób sama się za to obwiniam. Może to moja wina… gdybyśmy powiedzieli ojcu o mnie i Damianie. Może zareagował mnie odpowiednio. Wszystkie wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Każda przeżyta razem chwila. To mój brat… dopiero teraz zaczęłam zauważać wszystkie podobieństwa między nami. Podobieństwa między bratem i siostrą, nie chłopakiem i dziewczyną. Doszłam do parku niedaleko mojego domu. Oparłam się o wielki dąb i bezwładnie osunęłam się, siadając na zielonej trawie rosnącej obok. Nie miałam siły, nie widząc robić po prostu się rozpłakałam.
OCZAMI NIALLERA
Aleks wybiegła z kuchni. Była zła, wściekła ale i rozczarowana. Nie wiedziałem co dzieje się miedzy tą trojką ale miałem ochotę zabić tego chłopaka.
- Możemy my wrócimy później – powiedział Damian
- To będzie najlepsze wyjście – powiedziałem
Goście dziewczyny wyszli, a ja założyłem buty i zamknąłem dom po czym udałem się na poszukania zapłakanej Aleksy. Zmierzałem w kierunku, w którym pobiegła, droga doprowadziła mnie do parku. Szedłem alejkami parku i rozglądałem się za nią. Traciłem już nadzieje kiedy zobaczyłem ja szlochającą pod drzewem. Nie chcąc jej wystraszyć podszedłem i usiadłem obok, by objąć ją ramieniem i pomóc w trudnych chwilach.
- Nie płacz. – poprosiłem
- To był mój chłopak. Chodziłam z nim. Całowałam się z nim. Jak mogłam być tak głupia? – zapytała się szlochając  w moje ramie.
- Nie wiedziałaś o tym. Nie możesz się za to obwiniać.
- Powinnam była się zorientować.
- Ej.. spójrz na mnie – poprosiłem, a gdy nie podniosła wzroku, chwyciłem jej podbródek i podniosłem do góry zmuszając ją by spojrzała mi w oczy – Wszystko będzie dobrze. Wyjaśnisz to z nimi, a smutek kiedyś minie.
Otarłem jej spływające łzy z policzka i po wpływem sytuacji delikatnie pocałowałem w usta.
- Przepraszam nie powinienem… - odsunąłem się od niej
Dziewczyna nie chciała mi dać wytłumaczyć mojego zachowania. Teraz to ona mnie pocałowała. Bardziej namiętnie z większą zachłannością.
OCZAMI JULKI
Siedział na środku niewielkiego placu na krześle barowym z gitarą w ręku, gotowy by zaśpiewać. Obejrzałam się za siebie, zobaczyć by nikogo za mną nie ma. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam niewielki stolik pod drzewem nakryty talerzami. Porozsypywane płatki róż dodawały temu miejscu uroku i cudowną delikatną woń. Chciałam już coś powiedzieć, ale Liam w tym samym monecie zaczął śpiewać piosenkę. Słuchałam jej z wielkim zafascynowaniem, spijałam z jego usta każde zaśpiewane słowo. Byłam nim oczarowana.
- Romantyczne niespodzianki po tym napach w kuchni? – zapytałam kiedy skończył, podchodząc do niego.
- Nie możesz po prostu podziękować? – zapytał
- Mogę. – powiedziałam i pocałowałam go, a on nie pozostał mi dłużny. 

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział VII


Oczami Liama :

Lot minął mi całkiem  dobrze  na lotnisku czekał już mój wujek . Spakowaliśmy moje bagaże do samochodu  po godzinie  byliśmy już na miejscu. Samochód zatrzymał się pod niewielkim domkiem, który był otoczony drzewami. Spojrzałem na domek, a firanka w oknie się poruszyła i chwilę potem z domku wyszła starsza kobieta witając mnie z uśmiechem.
-  Witaj ciociu dawno się nie widzieliśmy , trochę się stęskniłem .
-Ja tez się stęskniłam , ależ ty jesteś chudziutkiJ… chodź zrobiłam pyszny obiad
O boże zaczęło się- pomyślałem.
Po  zjedzonym obiedzie poszedłem na górę  rozpakować swoja walizkę. Kiedy rozpakowałem pierwszą walizkę zadzwonił mój telefon był to Lou.
- No siema jak tam u wujka?- zapytał Lou
- A , dziękuje dobrze , a jak tam w Paryżu? –zapytałem
A jak tam Jula ?- dodał po chwili
- Dobrze masz od niej pozdrowienia- odpowiedział Lou .Dobra musze kończyć , bo ktoś się dobija do drzwi narazie


Gdy rozpakowałem swoje walizki zszedłem na dół do wujka aby go powiadomić że wychodzę na miasto.






Oczami Julii:
Następnego dnia umówiłam się z Katy na kawę , aby pogadać o Alison.
O 15 Katy czekała na mnie w umówionym miejscu.
-Hej , przepraszam , że musiałaś na mnie czekać. – powiedziałam
- Cześć , nic się nie stało . – powiedziała -Do rzeczy chciałaś o czymś ze mną pogadać? – zapytała kiedy zamówiłyśmy po kawie
-Tak posłuchaj , chciałam się dowiedzieć czy wiesz , może coś o Alison? –zapytałam – Patrick opowiadał mi, że ona brała narkotyki
-I imprezowała- dodała – Mieszkałam z nią kiedyś przed dwa miesiące. Podczas wakacji.
- Kiedy próbowała uciec od Doncaster. – przypomniałam sobie
- Tego nie wiem… ale kiedy z nią mieszkałam zauważyłam, że udaje kogoś kim nie jest. – odpowiedziała
- Czekaj… Jak to udawała kogoś kim nie jest?
- Pewnego razu kiedy sprzątałam w naszym pokoju. Natknęłam się na brązową perukę. Kiedy zapytałam się co to jest, ona odpowiedziała że po prostu się bawiła. Później okazało się, że Ali podawała się za kogoś kim nie jest.- opowiedziała
Przez dłuższą chwile milczałyśmy. Zastanawiałam się dlaczego Alison przebierała się za kogoś innego. Przecież w jej obecności i dwóch pozostałych przyjaciółek wciąż powtarzała, że jest zadowolona ze swojego wyglądu.  Byłam pewna, że nie robiła tego ze względu na wygląd. Więc dlaczego? – zadałam sobie pytanie w myślach. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu.
- Przepraszam – rzuciłam w stronę Katy i odebrałam telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Liam.
-Hej Jula , dzwonie zapytać się jak tam wakacje z braciszkiem?- zapytał
-Wiesz bywały lepsze , ale da się żyć, a jak tam u wujka? -dodałam po chwili
-No nie za dobrze , bo  wujek jutro wyjeżdża z ciocią do Włoch i będę musiał wrócić do Londynu-powiedział
-Uuu… szkoda będziesz sam siedział w tym dużym domu
-Mam nadziej , że jakoś przeżyje- powiedział
-Liam przepraszam , ale ja muszę kończyć , mam drugą to Lou.
 Nie czekając na jego odpowiedź. Odebrałam połączenie od Lou.
-Słucham cię braciszku co chcesz tym razem od mnie ?
-Mam tylko jedno pytanie , gdzie ty do cholery jesteś wyszłaś i nic mi nie powiedziałaś- zapytał  zdenerwowany
-Lou  nie denerwuj się jestem na kawie z Katy.- powiedziałam uspakajając go
- Wracaj już. - poprosił
- Okej  , narazie.



Podziękowałam Katy za spotkanie i przeprosiłam, że muszę tak szybko wyjść. Doskonale mnie zrozumiała. Do hotelu doszłam po 20 minutach, nie śpiesząc się i podziwiając widoki Paryża.
- Dzwonił do ciebie Liam? – zapytał od razu kiedy weszłam do pokoju
- Tak – odpowiedziałam powoli
- Co ci mówił? – dopytywał
- A  co cię to interesuje?
- Tak pytam
- Mówił że wraca wcześniej do Londynu.
- Nie szkoda ci go?
- Lou… Co ty…
- Nie, nic. Możesz iść do siebie.
- Tylko po to miała wracać do hotelu? Co chciałeś się dowiedzieć po co dzwonił do mnie Liam?
- Tak – odpowiedział automatycznie – To znaczy nie – zaczął się szybko tłumaczyć – Za godzinę Idziemy na kolacje-powiedział zmieniając  temat- A teraz sioo do siebie. – wygonił mnie z pokoju, praktycznie siłą.

Tak , jak było ustalone po godzinie z Lou zeszliśmy na dół na kolacje…

-I co dowiedziałaś się coś nowego o Alison?- zapytał przerywając niezręczną cisze Lou.
-  W zasadzie to nie wiele  …- powiedziałam , ale w mojej głowie kłębiło się tysiące myśli o co chodziło Katy z tym „Udawała kogoś kim nie jest”.
-Jula wszystko dobrze?- zapytał Lou
-Tak jest ok. , przepraszam cie Lou , ale ja idę się położyć jakoś nie jestem głodna-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.

Kiedy przekroczyłam próg pokoju zaczął dzwonić mój telefon był  to Liam.
-Słucham , ehmm, on się nazywa Hotel 69, a po co ci to?- zapytałam zdziwiona , po czym dodałam , że musze kończyć  bo ktoś puka do drzwi.

Zakończyłam rozmowę z Liamem i poszłam otworzyć drzwi… Moim oczom ukazał się …
-Liam , co ty tu robisz? –zapytałam z wyraźny zdziwieniem na twarzy
-No , jak to co przyjechałem cię odwiedzić , trochę się stęskniłem. –powiedziała pokazując swoje białe ząbki…
 –Przecież ty miałeś być u wujka-powiedziałam
-No przecież  mówiłem ci , że wujek wyjeżdża , więc nie chciałem siedzieć sam w domu i … jestem nie cieszysz się?
-Bardzo się cieszę , ale jestem trochę zdziwiona , proszę wejdź…- powiedziałam  po czym wpuściłam chłopaka to pokoju.







środa, 2 stycznia 2013

Rozdział VI



- Chłopcy, proszę was zachowujcie się trochę ciszej.- poprosiła Aleksa Nialla i Harrego siedzących obok niej w kuchni. –Ojciec do mnie dzwoni- Połknęła resztki bułki z pomidorem i odebrała telefon. Zaczęła rozmowę ze swoim tatą.
 -Alex możesz nas nie gwałcić- wykrzyknął Horan z podstępem na twarzy.
-Uhuhu… dołączam się do was… Lubię trójkąciki..-zaśmiał się Styles, po czym wczuł się w swoją rolę.- Kochanie mocniej… Nie przestawaj… aaa…
-Co za debile, uspokójcie się. – krzyknęła Aleksa na chłopców, którzy wydawali wielorybie dźwięki-Normalnie jak dzieci. – Pokiwała głową i podniosła się od stołu. Wyszła na próg kuchni, żeby dokończyć rozmowę. – Okej.. Tak tato, naprawdę nic się nie stało… Parę dni w tą, czy w tamtą. No, tak. Paaa.
Dziewczyna powróciła do stołu i z rezygnowaniem zaczęła:
-Tak parę dni w tą czy w tamtą nie robi mi różnicy… Jakoś dam sob...
-Jedź ze mną. –Przerwał jej Harry
-Nie ma mowy, nie lubię rodzinnych spotkań! Nawet jeśli nie jesteśmy spokrewnieni...
- Ten jeden tydzień, nie rób mi tego.. no słońce…- uśmiechnął się do niej, a ona rzuciła mu tylko lekceważące spojrzenie.- I tak  pojedziesz.
-No jedź z nim zobacz jak cię prosi.- rzek ponuro Niall pokazując palcem na klęczącego Stylesa.
 -Będę tego żałować…
-Pakuj się! No już! Wyjeżdżamy późnym popołudniem- krzyczał szczęśliwy chłopak.
Około godziny 17 Harry z Aleksą byli już w drodze. Prognozy zapowiadały wieczór jako ciepły oraz bezchmurny. Ale w rzeczywistości pogoda w każdej chwili mogła się zmienić, ponieważ nadciągały burzowe chmury.
-Może zrobimy przystanek.-Aleksa pokazała palcem na stacje benzynową obok której stałhotel.
-Nawet nie ma mowy… Szybciej dojedziemy.
-No okej, ale żeby później nie było…
-Włącz  radio kotek.
Jechali tak jeszcze parę kilometrów, kiedy to zaczął warczeć oraz turkotać samochód.
-O ja pier**.. Co za grat! –chłopak uderzył rękami w kierownice i wysiadł z auta. Podszedł do maski samochodu i otworzył ją. Z silnika zaczął wylatywać dym. Harry zaczął głośno bluźnić, lecz szybko się uspokoił. Zamknął maską samochodową i usiadł na niej. Brunetka obserwowała jego każdy ruch w ciszy i spokoju. Kiedy chłopak siedział już dłuższy czas na masce, Aleksa zauważyła jego punk obserwacji. Jego uwagę przykuł zachód słońca. Jaskrawo- czerwone słońce zachodzące po woli za linię horyzontu wyglądało pięknie. Dziewczyna postanowiła więc wyjść do Harrego. Usiadła obok niego i zaczęła:
-Coś poważnego z autem?
Czekała dłuższą chwilę na odpowiedź, ale jej nie otrzymała. I dlatego postanowiła zacząć inny temat:
-Ale piękny widok..
-Cudne.. –chłopak odwrócił się do zielonookiej.
Harry patrzył się na Alekse przez dłuższy czas. Po chwili zaczął przysuwać się do niej. Powoli.. Lekkim ruchem, jakby to robił wiele razy, lecz niepewnie, jakby bał się odrzucenia. Ich usta zaczęły się stykać, kiedy zagrzmiało i zaczął padać coraz to grubszy deszcz. Odsunęli się od siebie, żeby zobaczyć co się stało. Szybko schowali się w samochodzie, ale i tak zdążyli przemoknąć do suchej nitki. Obydwoje trzęśli się z zimna.
-I co teraz ?-zapytała dziewczyna wycierając twarz z wody.
Chłopak na odpowiedź tylko pokiwał przecząco głową.
Dochodziła dziesiąta, a pogoda nie uległa zmianą. Harry z Aleksą siedzieli w samochodzie i sprawdzali swoje telefony. Lecz komórki nie mogły załapać zasięgu. Cały ten czas nie rozmawiali ze sobą.
-Muszę się przebrać. –rzuciła dziewczyna-Pójdziesz po walizkę ?
Wesley przesiadała się na tylnie siedzenie, a Styles poszedł jej po walizki. Usiadł na swoim miejscu przed kierownicą i odwrócił się w stronę brunetki.
-Jeśli nie zamierzasz się odwracać to chociaż zamknij oczy.
-Jak sobie pomyślę, że mnie ominą takie widoki to nie ma mowy.
-Zboczeniec!
-A może dokończymy to co zaczęliśmy…?
-A może się odwrócisz?
-Nie.
-No okej.- zdenerwowana dziewczyna zaczęła się przebierać, a chłopak bezproblemowo się temu przyglądał. Zdjęła bluzkę i spodnie, miała lekki problem ze zmianą bielizny, więc wpadła na idiotyczny pomysł. Przesiadła się na przednie siedzenie i okroczyła chłopaka.
-Co ty robisz?- zapytał zdziwiony Harry.
-Nie widać?
-Widać, ale.. masz jakiś problem?
-Oj tak, ze zmianą bielizny.
-W… Czym.. ci… mam… pomóc? –wydukał nie odwracając wzroku od jej ciała.
-W niczym szczególnym…- zbliżała powoli swoje usta do jego. Gdy ich wargi się stykały wyszeptała wprost w jego usta -  Po prostu przestań się gapić.
 Chłopak spróbował ją pocałować, ale ona szybko się odsunęła i zaczęła się śmiać. Przeniosła się na tylnie siedzeniem, a Loczek lekko zdenerwowany i poirytowany wyszedł z samochodu nie zważając na padający deszcz.  Po chwili wyszła również Aleksa i stanęła obok Stylesa.
-Powinieneś się przebrać. Będziesz chory.
- Trudno- uciął nawet na nią nie patrząc.
- O co ci chodzi? –zapytała zdziwiona.
-Jesteś ślepa czy co?! Cały ten czas próbuję cię pocałować… I jeszcze ta akcja sprzed kilku minut…
-Harry…
-Zakochuję się w tobie, a ty to olewasz…
-To więc rozkochaj mnie w sobie.- powiedział nie patrząc na niego. Po chwili otworzyła drzwi od samochodu i wzięła swoją torbę. Założyła spodnie i bluzę, którą wcześniej zdjęła.
-Idę do hotelu, który mijaliśmy. Idziesz ze mną czy wolisz nocować w aucie?
-Owszem idę -otrząsnął się z zamyślenia

**********w hotelu********
-I co z pokojami ? – zapytał Harry wchodząc do hotelu z walizkami.
-Jest jeden pokój wolny.
-Okej, to ty weź ten pokój, a ja się prześpię w samochodzie.
-Nie ma mowy! Jest burza i jak coś ci się stanie to sobie tego nie wybaczę… Bierz te walizki, a ja idę po klucz.
Jak powiedzieli tak i zrobili. Dziewczyny poszła po klucz do pokoju. Pół godziny później ona brała już prysznic, a chłopak z nudów rozglądał się po pokoju. Natrafił na barek pełen jego ulubionego napoju- alkoholu. Więc zaczął konsumować pierwszą lepszą butelkę. Położył się na łóżku i włączył telewizor. Wystarczyło kilka minut żeby porządnie zaszumiało mu w głowie.

Następnego dnia
*** Oczami Hazzy***
Obudziły mnie promienie słońca wpadające wprost na moją twarz. Jak na złość do tego wszystkiego towarzyszył mi straszy ból głowy i brak pamięci z wczorajszego dnia. Próbowałem coś sobie przypomnieć, ale na nic się to nie zdało.
Rozejrzałem się po pokoju i nie zauważyłem walizki Aleksy. Przecież ona stała przed łóżkiem, dobrze to pamiętam, bo sam ją tam kładłem. 
Kolejny raz zbadałem pomieszczenie i zauważyłem niewielką karteczkę na stoliczku nocnym. Ruszyłem w jej stronę i dopiero teraz spostrzegłem, że jestem nagi. Jak to mogło się stać, jak ostatni mi czasy spałem w mojej kochanej szaro- niebieskiej piżamie. Ale nie zważając na ten szczegół odczytałem białą karteczkę.
„To nie ma sensu. Nie pasujemy do siebie… Wracam do domu. Przepraszam.”
Od razu dziesiątki.. Nie to za mało. Tysiące myśli przebiegły mi po głowie robiąc wieli chaos. Co się mogło wczoraj stać? Dlaczego Aleksa coś takiego napisała? Zraniłem ją? Czy może się przespaliśmy?
W nerwach szybko się ubrałem i spakowałem swoje rzeczy. Jeśli ona mnie nie chce to po co robię sobie nadzieję?
Samochód zabrała pomoc drogowa, a ja zamówiłem taksówkę i pojechałem do swojej rodziny z czy bez Aleksy mile spędzić ten cały tydzień. 
*******************************************************

 Ufff... W końcu ten rozdział dodany. Mam nadzieję, że na kolejny nie będziecie tak długo czekać ;)))